pozwoleniaa

Kierowca pilnie poszukiwany - analiza brytyjskiego i polskiego rynku transportowego

Transportem Europa stoi. To kwestia niepodlegająca dyskusji. Aby mógł działać jak należy potrzeba najważniejszego elementu - kierowców. Tych ostatnio zaczyna brakować zarówno na polskim jak i brytyjskim rynku. Co jest tego powodem i czy rządy przedsięwzięły stosowne kroki, by tej sytuacji zaradzić?

Kiedy Brytyjczycy niespełna pół roku temu opowiedzieli się za tym, by opuścić Unię Europejską, prócz mieszanych uczuć, związanych z wynikiem referendum pojawiły się obawy o przyszłość kraju. Mówiono wówczas o pięciu kwestiach, które spędzają sen z powiek mieszkańcom Zjednoczonego Królestwa. Są to: zabezpieczenie granic, utrudniony handel z europejskimi krajami z kontynentu, cena, jaką przyjdzie zapłacić za odważną decyzję o wyjściu ze Wspólnoty, konieczne zmiany w prawie i deficyt kierowców zawodowych.

Szczególnie ostatnia z nich była często podnoszona w lokalnych mediach, a kiedy premier David Cameron ustąpił z urzędu i jego miejsce zajęła Theresa May, również członkini Partii Konserwatywnej stało się jasne, że problem braku kierowców wkrótce może zostać rozwiązany. Tylko czy tak, jak się tego spodziewano?

Nowa premier zapewniała, że szybko załata dziurę w sektorze transportowym. Jednym z jej pomysłów było umożliwienie imigrantom podejmowania pracy kierowców zawodowych. Spotkało się to jednak z wyraźnym sprzeciwem społeczeństwa, które oczekiwało innego rozwiązania kwestii imigrantów przez nową premier.

Kolejnym pomysłem rządu Theresy May jest zatrudnianie kierowców z grupy BAME (ang. Black, Asian, minority ethnic) należących do mniejszości etnicznych oraz tych o innym kolorze skóry.

Jak podaje FTA (Stowarzyszenie Transportu Towarów) w przygotowanym przez siebie zestawieniu, w chwili obecnej wciąż brakuje na Wyspach ok. 35 tys. zawodowych kierowców ciężarówek.

Wśród tych, którzy pracują w zawodzie średnia wieku wynosi 47.9 lat. To wynik lepszy niż przed rokiem (wówczas wynosiła 48.1 lat). W sumie przez ostatnie 15 lat zanotowano systematyczny wzrost średniego wieku kierowcy zawodowego. W początkowej fazie tego okresu zaczynał się od 45.3 lat w 2001 r. aż do dziś, gdy wynosi ok. 48.

Wśród brytyjskich zawodowych kierowców ponad połowa (dokładnie 64%) osiągnęła wiek 45 lat lub więcej. Zaledwie 2% kierujących samochodami ciężarowymi na Wyspach ma mniej niż 25 lat. W sumie ogólna liczba pracujących ludzi poniżej 25 roku życia na rynku brytyjskim to ok. 10% wszystkich zatrudnionych Brytyjczyków.

Jak wynika z danych FTA, zanotowano wzrost zatrudnienia kierowców ciężarówek na poziomie 5% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Warte wspomnienia jest to że niemal 5,5 tys. ludzi na przełomie lat 2015/2016 przystąpiło do szkolenia w zakresie kierowania pojazdami ciężarowymi (LGV - ang. large goods vehicle).

W dodatku od kwietnia 2015 do marca 2016 r. 36,615 kierowców uzyskało uprawnienia już za pierwszym podejściem. To o 22% więcej niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym.

Jak to wygląda na naszym rodzimym rynku transportowym? Okazuje się, że jest gorzej. Zawodowy kierowca jest u nas na wagę złota. W chwili obecnej szacuje się, że potrzeba blisko 100 tys. kierujących samochodami ciężarowymi. Media wieszczą, że teraz branżę czekać może stagnacja dopóki nie uzupelni się braków w zatrudnieniu. A na nie w najbliższym czasie się nie zanosi.

Średnia wieku zawodowego kierowcy ciężarówki w Polsce rośnie. Dane wskazują, że statystycznie to osoba, która ukończyła 40 rok życia, przy czym ok. 36% ogółu kierujących pojazdami ciężarowymi w naszym kraju to osoby w przedziale wiekowym 55-64 lata, natomiast odsetek osób starszych wygląda podobnie - prawie 40%.

Na próżno organizowane były kampanie przeróżnych instytucji, zachęcające do zasiadania za "sterami" potężnej maszyny, ważącej kilkanaście ton (a jeśli doliczyć załadowaną naczepę nawet ponad dwadzieścia). W społeczeństwie wciąż pokutuje stereotyp kierowcy ciężarówki, ktory jest na bakier z mydłem i pastą do zębów, nadużywający alkoholu, który zamiast spędzać czas z rodziną woli wyjechać w trasę.

Jeżeli już pojawią się zainteresowani przyszli kierowcy aut ciężarowych, zwracają uwagę na fakt, że zdobywanie uprawnień zawodowych trwa ok. 280 godzin. Podawane jest w wątpliwość czy tak długie przygotowanie jest zasadne, ponieważ zniechęca do starania się o uprawnienia.

Przyjmuje się, że ok. 2/3 ceny frachtu to koszt utrzymania kierowcy oraz koszty paliwa. Jeśli dodamy do tego fakt, że ceny za usługi transportowe spadają okaże się, że prowadzenie firmy transportowej przestaje się opłacać. W porównaniu do zarobków kolegów po fachu w Niemczech czy we Francji, polski kierowca zawodowy może mieć powody do narzekań, co niejednokrotnie skutkuje jego odejściem z pracy i powiększaniem się deficytu. Przedsiębiorcy wskazują na malejące stawki za frachty i w nich upatrują przyczyny niższych wynagrodzeń dla swoich pracowników.

Analitycy branży mówią, że potrzebne są rozwiązania systemowe, które zmienią obraz polskiego kierowcy zawodowego, a przez to zachęcą młode osoby do wiązania swojej przyszłości z branżą transportową. Kluczowe, jak przekonują, okaże się tu poprawienie warunków pracy, ze szczególnym uwzględnieniem zmniejszenia presji, jaką spedytorzy wywierają na kierujących pojazdami ciężarowymi. 

Rozwiązaniem ma być również odpowiednie przygotowanie już na etapie szkolnym. Tak jak ma to obecnie miejsce w przypadku zawodów takich jak stolarz, mechanik, kucharz. Dzięki temu nie będzie już konieczne, aby młody człowiek wydawał niebotyczne sumy na potrzebne szkolenia.

Jaka będzie odpowiedź rządu na te sugestie? Pozostaje czekać na rozwój wypadków.

Źródło: www.fta.co.uk


Więcej w tym dziale:


Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.